Caitlyn mieszkała przez 16 lat z rodzicami w małym domu w Londynie. Miała cudowne życie. Wspaniałych rodziców, znajomych, dobrze się uczyła. Wszystko było by okej, gdyby nie jeden wieczór, przez który Caitlyn tą całą sprawą się obwiniała.
Pewnego wieczoru mama Caitlyn chciała aby dziewczyna została z jej młodszą siostrą Caroline. Ta jedna odmówiła. Powiedziała, że nie będzie się nią opiekować bo idzie na ognisko. Jej mama musiała iść do pracy na nocną zmianę a z dzieckiem nie miał kto zostać bo ojciec Caitlyn był akurat w Kalifornii, gdzie pracował. Caitlyn tak jak powiedziała tak zrobiła. Zamiast zostać z siostrą poszła na ognisko do znajomych. Jej mama była już grubo spóźniona do pracy. Ubrała małą Caroline i wzięła ją ze sobą. Biegła przez długie ulice Londynu, bo pech chciał, że jej autobus uciekł, a na następny nie opłacało się czekać. Mama Caitlyn trzymała swoją młodszą córeczkę za rączkę. W pewnym momencie na pasach mała dziewczyna wyślizgnęła się z ręki mamy i kucnęła na środki drogi bo zobaczyła coś świecącego. Kobieta odwróciła się i zobaczyła, że nadjeżdżający samochód nie zamierza się zatrzymać. Wyskoczyła po małą dziewczynkę. Było słychać już tylko pisk opon i głośny krzyk... Kobieta z dzieckiem nie miały szans na przeżycie i zmarły na miejscu. Kilka dni później odbył się pogrzeb. Caitlyn była załamana. Cały czas obwiniała się, że to przez nią jej mama i siostra nie żyją. Dla niej świat już się zawalił. Ale widziała, że jej ojciec też przez to cierpi i że nie może go teraz zostawić.. Ojciec Caitlyn ( Paul ) nie chcąc stracić dobrej posady w pracy postanowił, że wyprowadzą się do Kalifornii na obrzeża miasta Los Angeles. Już po tygodniu dziewczyna była spakowana i mogli wyjechać. Znajomi Cailtyn lubili ją i kazali jej odwiedzać ich kiedy się da. Ona oczywiście im to obiecała...
**Caitlyn**
Minęły 2 dni odkąd tu mieszkamy, a ja nadal nie potrafię znaleźć swojego miejsca, nadal czuję ten ból niszczący mnie od środka, nadal... nie rozpakowałam się. Ciągle myślę o tym co się stało. Jestem pewna, że to moja wina. Gdybym została wtedy w domu... Razem z moją mamą i siostrą byłybyśmy teraz w Londynie. Tak bardzo mi jej brakuje. No, ale cóż.. Czasu nie cofnę, a szkoda..
Nie miałam zamiaru się rozpakowywać, więc postanowiłam, że wyjdę na dwór. Włosy upięłam w niesfornego koka, zrobiłam lekki make-up, ubrałam się w to i złapałam za deskorolkę, po czym wypędziłam z domu. Mój tatusiek myślał chyba, że jak kupi mi wielki dom, z wielkim ogrodem, w bogatej dzielnicy to zapomnę o tym, że moja matka nie żyje. Jego chyba pogięło ! Nie wiem czemu, jakoś tak od tamtego czasu wszystkich obwiniałam o to co się stało.
Kiedy byłam już na chodniku, włożyłam do uszu słuchawki, puściłam ulubioną muzykę i zaczęłam rozmyślać jeżdżąc w tą i z powrotem na desce. Po jakimś czasie tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam jakiejś dziewczyny i na nią wpadłam.
-Kurwa ! Uważaj jak jeździsz wieśniaro ! - Powiedziała ruda zołza, powoli się podnosząc.
-Ja.. ja przepraszam ! To było niechcący. - Wydukałam i chciałam jej pomóc, łapiąc za jej dżinsową kurtkę.
-Zostaw mnie ! - Krzyczała. -Nie dotykaj ! - Wstała, zarzuciła długimi, rudymi włosami i wyprostowana odeszła. Patrzyłam się na nią i zastanawiałam jak można być tak pustą lalą. Ha.. Najwyraźniej można.
-Ale miałaś pecha. -Powiedziała jakaś dziewczyna, która stała za mną. Odwróciłam się. Zobaczyłam wesołą blondynkę.
-Taa. U mnie w Londynie jeszcze nigdy nie widziałam takich pustych laleczek. Caitlyn jestem. - Podałam jej rękę.
-Koni. - Uścisnęła moją dłoń. - Mieszkasz w Londynie ?
-Mieszkałam. Przeprowadziłam się tutaj z ojcem. Bo... moja mama miała wypadek. - Zaszkliły mi się oczy.
-Przykro mi. - Nie pytając o jak to się stało, co mi się podobało bo na prawdę nie miałam ochoty o tym mówić, zaczęła dalej pytać. -Hmm.. no to ile masz ? Ile czasu tutaj mieszkasz ? Do jakiej szkoły chodzisz ? -Blondynka szybko zarzucała pytaniami.
-Mam 16 lat. Mieszkam tu 2 dni. A do szkoły jeszcze nie wiem gdzie. Pewnie tak, żebym miała blisko do domu. -Uśmiechnęłam się. -A Ty ile masz lat ? Noo i gdzie mieszkasz ? -Uśmiechnęłam się szerzej.
-No a ja też mam 16 lat. A mieszkam tutaj nie daleko, ale na pewno nie mam tak bogatego domu jak ty ! Mieszkam z rodzicami i 4 rodzeństwa. Mam starszego brata Josha, młodszego brata Braiana i młodsze siostry bliźniaczki Sonie i Lizzi. -Złapała głęboki oddech i zaczęła mówić dalej. -Zapomniałam jeszcze dodać że mam psa Bubera. -Gadała jeszcze coś dalej a ja tylko myślałam o tym, jakie ona ma zajebiste życie. Chciałabym tak. Miałam tylko młodszą siostrę, która przeze mnie nie żyje. A teraz ? Zostałam sama, bo ojciec wiecznie nie ma dla mnie czasu. Po policzkach popłynęły mi łzy. -Caitlyn.. Ja... Przepraszam. Nie wiedziałam, że od mojego gadania można się popłakać.
-Nic się nie stało. -Uśmiechnęłam się lekko. -Po prostu zazdroszczę ci takiego życia. Ja nie mam nikogo. Mama z siostrą zginęły przeze mnie, a ojciec nie ma dla mnie czasu . -Rozpłakałam się i oparłam głowę o jej ramię.
-Nie płacz. Nie wiem jak to wszystko się stało, ale jestem pewna, że to nie przez ciebie. -Pocieszała mnie. A ja zaczęłam mówić jak to wszystko się stało.
Nie miałam zamiaru się rozpakowywać, więc postanowiłam, że wyjdę na dwór. Włosy upięłam w niesfornego koka, zrobiłam lekki make-up, ubrałam się w to i złapałam za deskorolkę, po czym wypędziłam z domu. Mój tatusiek myślał chyba, że jak kupi mi wielki dom, z wielkim ogrodem, w bogatej dzielnicy to zapomnę o tym, że moja matka nie żyje. Jego chyba pogięło ! Nie wiem czemu, jakoś tak od tamtego czasu wszystkich obwiniałam o to co się stało.
Kiedy byłam już na chodniku, włożyłam do uszu słuchawki, puściłam ulubioną muzykę i zaczęłam rozmyślać jeżdżąc w tą i z powrotem na desce. Po jakimś czasie tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam jakiejś dziewczyny i na nią wpadłam.
-Kurwa ! Uważaj jak jeździsz wieśniaro ! - Powiedziała ruda zołza, powoli się podnosząc.
-Ja.. ja przepraszam ! To było niechcący. - Wydukałam i chciałam jej pomóc, łapiąc za jej dżinsową kurtkę.
-Zostaw mnie ! - Krzyczała. -Nie dotykaj ! - Wstała, zarzuciła długimi, rudymi włosami i wyprostowana odeszła. Patrzyłam się na nią i zastanawiałam jak można być tak pustą lalą. Ha.. Najwyraźniej można.
-Ale miałaś pecha. -Powiedziała jakaś dziewczyna, która stała za mną. Odwróciłam się. Zobaczyłam wesołą blondynkę.
-Taa. U mnie w Londynie jeszcze nigdy nie widziałam takich pustych laleczek. Caitlyn jestem. - Podałam jej rękę.
-Koni. - Uścisnęła moją dłoń. - Mieszkasz w Londynie ?
-Mieszkałam. Przeprowadziłam się tutaj z ojcem. Bo... moja mama miała wypadek. - Zaszkliły mi się oczy.
-Przykro mi. - Nie pytając o jak to się stało, co mi się podobało bo na prawdę nie miałam ochoty o tym mówić, zaczęła dalej pytać. -Hmm.. no to ile masz ? Ile czasu tutaj mieszkasz ? Do jakiej szkoły chodzisz ? -Blondynka szybko zarzucała pytaniami.
-Mam 16 lat. Mieszkam tu 2 dni. A do szkoły jeszcze nie wiem gdzie. Pewnie tak, żebym miała blisko do domu. -Uśmiechnęłam się. -A Ty ile masz lat ? Noo i gdzie mieszkasz ? -Uśmiechnęłam się szerzej.
-No a ja też mam 16 lat. A mieszkam tutaj nie daleko, ale na pewno nie mam tak bogatego domu jak ty ! Mieszkam z rodzicami i 4 rodzeństwa. Mam starszego brata Josha, młodszego brata Braiana i młodsze siostry bliźniaczki Sonie i Lizzi. -Złapała głęboki oddech i zaczęła mówić dalej. -Zapomniałam jeszcze dodać że mam psa Bubera. -Gadała jeszcze coś dalej a ja tylko myślałam o tym, jakie ona ma zajebiste życie. Chciałabym tak. Miałam tylko młodszą siostrę, która przeze mnie nie żyje. A teraz ? Zostałam sama, bo ojciec wiecznie nie ma dla mnie czasu. Po policzkach popłynęły mi łzy. -Caitlyn.. Ja... Przepraszam. Nie wiedziałam, że od mojego gadania można się popłakać.
-Nic się nie stało. -Uśmiechnęłam się lekko. -Po prostu zazdroszczę ci takiego życia. Ja nie mam nikogo. Mama z siostrą zginęły przeze mnie, a ojciec nie ma dla mnie czasu . -Rozpłakałam się i oparłam głowę o jej ramię.
-Nie płacz. Nie wiem jak to wszystko się stało, ale jestem pewna, że to nie przez ciebie. -Pocieszała mnie. A ja zaczęłam mówić jak to wszystko się stało.
**Nick**
Jak zawsze po południu jeździłem na BMX po tych bogatych dzielnicach szukając nawet nie wiem czego. Nagle zobaczyłem Koni z jakąś dziewczyną. Podjechałem do nich.
-Siem Koni. -Przytuliłem dziewczynę.
-Hej. To jest Caitlyn. Przeprowadziła się tutaj z ojcem.
-Nick. -Podałem dziewczynie rękę.
-Caitlyn. -Zapłakana i smutna uścisnęła dłoń.
-Nie przeszkodziłem wam ? Bo widzę, że rozmawiacie.
-Tak Nicki... -Koni przerwała Caitlyn.
-Nie. w niczym nie przeszkodziłeś. -Zapłakana dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Oo to dobrze. Ale nie płacz. -Uśmiechnęłam się chociaż nawet nie wiedziałem o co chodzi. -A tak w ogóle to dzisiaj Tom organizuje imprezę na plaży.
-Tom ? -Zapytała Koni. -Ja w jego imprezy nie wchodzę ! Nie po tym co odpierdolił na ostatniej imprezie.
-Wyluzuj ! Weźmiesz koleżankę i się trochę zabawimy. -Uśmiechnąłem się w stronę Caitlyn. W sumie... Nawet podobała mi się ta dziewczyna. Taka inna od reszty lasek, które znam. I na dodatek jeździła na deskorolce.
-No nie wiem. Caitlyn, co o tym myślisz ?
-Pod warunkiem, że ja cie ubiorę, pomaluje i razem tam pójdziemy. -Dziewczyna uśmiechnęła się w stronę Koni.
-Pomalujesz ? Haha, oszalałaś ! Ja się nie maluje.
-Zrobisz wyjątek. Dla mnie. -Zrobiła słodką minę. -Proszę. Bo jeśli odmówisz to tam nie pójdę.
-Ejj no ! Koni ! Zrób to.. Dla mnie. -Uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobra dobra. Przestańcie już z tym "dla mnie". Alee musiałabym pójść do domu i...
-Zadzwonisz ode mnie chodź. -Caitlyn przerwała dziewczynie i złapała ją za rękę. -To do zobaczenia Nicki. -Pomachała mi i pobiegła z Koni do domu. Kurde. Jeszcze nikt mnie nigdy nie nazwał Nicki. Fajnie by było jakbym ja też jej się spodobał.
**Caitlyn**
Chciałam iść na tą imprezę, żeby choć trochę się wyluzować i zapomnieć o otaczającym mnie świecie. A Nick... Całkiem fajny. Miły i wgl. jakiś taki inny od chłopaków z Anglii.
-Ej. Czy ciebie coś ciągnie do mojego Nicka ? -Zapytała mnie Koni w drodze do mojego domu.
-Twojego ? O kurde. Sory. nie wiedziałam, że on sie tobie podoba. -Powiedziałam zakłopotana.
-SŁUCHAM ?! -Wykrzyczała. -Podoba ? Żartujesz sobie ? Ja go po prostu traktuje jak młodszego braciszka, chociaż jest w naszym wieku. Zawsze mogę na nim polegać. To mój taki dobry, a nawet najlepszy przyjaciel. -Powiedziała już ciszej.
-Fascynujące. -Popatrzyłam się na nią z ciekawością.
-Niby dla czego ?
-No bo wiesz.. Nigdy nie widziałam, żeby chłopak przyjaźnił się z dziewczyną. Zawsze ktoś musiał zakochać się w kimś a później nagle cała ekipa się rozpierdalała.
-U nas to nie grozi. Tak. Kochamy się, ale jak rodzeństwo. Więc możesz z nim być. A nawet jeśli zerwiecie to nasza ekipa nigdy się nie rozpierdoli. -Uśmiechnęła się.
-Myślisz, że mam u niego jakieś szanse ?
-Oczywiście, że tak !
-Haha. No okey. To teraz zacznijmy się szykować.
Do imprezy zostały 2 godzinki więc spokojnie mogłyśmy zdążyć. Ja najpierw się wykąpałam a tym czasie Koni rozpakowywała moje rzeczy. Po 15 minutach weszłam do pokoju w szlafroku i ręczniku na głowie. Koni również się wykąpała i przyszła w szlafroku. Powygłupiałyśmy się trochę i wzięłyśmy się za siebie. Najpierw zrobiłam nam lekki a zarazem czarujący make-up. Później wysuszyłyśmy nasze włosy. Ja ze swoich zrobiłam lekkie fale, nic szczególnego. Koni jednak chciała zostać przy swoich prostych włosach. A później... Najlepsza część. CIUCHY ! Koni dla siebie wybrała jakieś nie nadzwyczajne ciuchy. Ale to ja rządziłam w tym domu i dziewczyna nic nie miała do powiedzenia. haha. No więc ja się ubrałam w to a dla Koni wybrałam ten zestaw. Zadzwoniłyśmy do jej rodziców i powiedziałyśmy, że Koni dzisiaj śpi u mnie. Ja zadzwoniłam do swojego ojca i powiedziałam, że idę na imprezę i nie wiem kiedy wrócę. Luuz.. Nie interesowało go gdzie chodzę, a niby tak się "martwił".
----------------------------------------
1 za mną. Komentujcie czy się podobało. ;**
xoxo